Święta, święta i po świętach. Z pełnymi brzuchami i bezgranicznie szczęśliwi. Tylko gdzieś po drodze zgubiliśmy świąteczną atmosferę. I zgodnie stwierdziliśmy, że święta bez śniegu to nie to samo.
I jak się czuję w roli narzeczonej? Jak ryba w wodzie:) I jakby M. okazywał mi więcej czułości odkąd się oświadczył. Wiem, że jestem winna Wam relację z tego wyjątkowego dnia, ale chcę zachować to tylko dla siebie. Mogę jedynie zdradzić, że było skromnie, ale klimatycznie:) i choć częściowo wiedziałam to i tak płakałam ze szczęścia jak bóbr. Pierwsi dowiedzieli się rodzice M., zaskoczeni ale szczęśliwi, tak jak my. Wieczorem, kiedy M. odwiózł mnie do domu, powiedziałam moim rodzicom. Szczerze mówiąc najbardziej bałam się ich reakcji, ale chyba niepotrzebnie, ucieszyli się, choć są mistrzami w ukrywaniu emocji. Najważniejsze było dla mnie to, że zaakceptowali. Następnego dnia, pojechaliśmy z M. do dziadków na świąteczną kawę. Wszyscy cieszyli się i gratulowali. No i oczywiście nie obyło się bez pytania, kiedy ślub. Zgodnie z M. stwierdziliśmy, że Nam się nie śpieszy. Wstępny termin to czerwiec 2014, a jak będzie zobaczymy potem.
Chętnie pokazałabym Wam zdjęcie mojego cuda, ale niestety mój aparat jest starej daty i nie współpracuje z moim netbookiem, także póki co nie mam takiej możliwości. Ale pierścionek jest idealny. Skromny, symboliczny, taki jak chciałam. I oczywiście z białego złota, bo na to tradycyjne jestem uczulona a i też zbytnio nie leży w moim guście.
Jesteśmy szczęśliwi. Święta minęły Nam spokojnie i zdecydowanie za szybko. W niedziele wieczorem wróciliśmy do Naszych czterech ścian. W poniedziałek mieliśmy więc czas by pobyć tylko we dwoje. Do południa wybraliśmy się na Stary Rynek, do kawiarni, w której pracuje Madź i zjedliśmy pyszne ciasto makowe na ciepło z kulką lodów bakaliowych - pychota! A wieczorem wybraliśmy się do kina, chcieliśmy zobaczyć nową komedię - 'Pokaż kotku co masz w środku', więc trochę się pośmialiśmy i miłym akcentem zakończyliśmy Nasze święta. Dziś M. niestety już w pracy a ja próbuję zmotywować się do działania, bo już czas najwyższy.
A dziś emocje opadają, trzeba niestety powrócić do rzeczywistości i pomału zacząć się ogarniać, a trochę tego jest. Sesja tuż tuż, no i pracę licencjacką czas najwyższy zacząć.
Cudownie! :)
OdpowiedzUsuńGratulacje :)
OdpowiedzUsuńHanka