Tak to już jest w naszej rodzinie, że jak przychodzi październik, to co miesiąc ktoś coś ma. Najpierw moje urodziny, potem imieniny taty, potem moje, urodziny brata i imieniny mamy. W między czasie jeszcze innych osób. I tradycyjnie, moje imieniny wyprawiane są razem z tatowymi, i ten dzień wypadł akurat dziś. Więc brzuchy mamy pełne, maluchy zostały 'wymaltretowane' przez kuzynkę ( a właściwie to nie wiem, kto kogo bardziej wymaltretował :)) i garść prezentów też jest - więc w między czasie muszę wybrać się do Sephory wykorzystać bon upominkowy :) więc i ja czuję się w pełni usatysfakcjonowana! Nie powiem, bo uwielbiam dostawać prezenty zamiast kasy, którą i tak wydam nie wiem gdzie i na co, a tak przynajmniej w jakimś stopniu moje prezenty zostały sprecyzowane.
Mój ulubiony - od chrzestnej.
Poza tym u Nas, jak to u Nas - różnie, ale zawsze razem. I tylko to jest najważniejsze. Mimo pracy, mimo tysiąca innych ważnych rzeczy, udaje Nam się spędzić trochę czasu razem. I z tego się cieszę, bo ostatnio przeholowałam z nadmiarem rzeczy do zrobienia i trochę na tym oboje ucierpieliśmy.
Ostatnio, zupełnie spontanicznie, kupiłam sobie farbę do włosów. Pomyślałam, że już tak dawno nie zmieniałam koloru, że raz kiedyś można. Efekt - całkiem całkiem:) Kolor: Brownie.
Od dłuższego czasu moja mam używa farb z tej serii. A krótko mówiąc to ja jej zawsze farbuję włosy i muszę przyznać, że ta farba ma same plusy - przynajmniej wg mnie. Bez amoniaku, całkiem przyjemny zapach, łatwo się farbuje i dookoła wszystko jest czyste (bez brudzenia miseczek żeby rozmieszać farbę itp.).
Jeszcze chciałabym poruszyć kilka kwestii, ale już nie dziś.
Miłej nocy.
niedziela, 27 listopada 2011
środa, 23 listopada 2011
Roczkowo i nie tylko.
Jak już wcześniej wspominałam, w niedzielę byliśmy z M. na roczku Gabrysi. Nie była to jakaś ogromna impreza, ale rodzinna w domu dziadków. Gabryśka wyglądała bardzo uroczyście, w długaśnej sukience, która potem nieco jej przeszkadzała 'przy poruszaniu się', ale jakoś ją to zbytnio nie interesowało. Po zjedzeniu torta, oczywiście Gabryśka została zabrana przeze mnie i nadszedł czas na rozpakowanie prezentów. Mała dostała od nas takie pluszowe kręgle, które bardzo przypadły jej do gustu i zostały automatycznie skonsumowane:) Potem nadszedł czas zabawy. W porównaniu z Jaśkiem, to Gabrysia to istne tornado:) ale jakoś moja cierpliwość do niej jest bezgraniczna. M. trochę ucierpiał, bo nie mogłam niestety się rozdwoić, i być i z małą i z Nim, ale okazał się jak zawsze bardzo wyrozumiały.
Zeszły tydzień nie był dla Nas łaskawy. Ja miałam te tłumaczenia do zrobienia i uczelniane sprawy, a M. wracał późno i praktycznie od razu szedł spać. Jak wstawał, to ja się kładłam i tak się mijaliśmy. Niby razem a jednak osobno. I niestety dał Nam się we znaki ten okropny tydzień, i mimo to, że weekend jak zawsze, za krótki, trochę się sobą nacieszyliśmy.
A dziś wybieram się do lekarza. I jestem ciekawa, czy wypisze mi moje tabletki. W najgorszym wypadku będę musiała jednak pojechać do siebie do lekarza, ale mam nadzieję, że to nie będzie konieczne.
Zeszły tydzień nie był dla Nas łaskawy. Ja miałam te tłumaczenia do zrobienia i uczelniane sprawy, a M. wracał późno i praktycznie od razu szedł spać. Jak wstawał, to ja się kładłam i tak się mijaliśmy. Niby razem a jednak osobno. I niestety dał Nam się we znaki ten okropny tydzień, i mimo to, że weekend jak zawsze, za krótki, trochę się sobą nacieszyliśmy.
A dziś wybieram się do lekarza. I jestem ciekawa, czy wypisze mi moje tabletki. W najgorszym wypadku będę musiała jednak pojechać do siebie do lekarza, ale mam nadzieję, że to nie będzie konieczne.
piątek, 18 listopada 2011
Od razu przepraszam Was, że nie było mnie tak długo. Powodów jest wiele. Między innymi, brak czasu. Między prezentacją na zajęcia a nauką słówek na testy, cały mój wolny czas pochłaniały tłumaczenia opisów technicznych dla mojego wujka, który jak zawsze obudził się ze wszystkim rychło w czas.
W zeszły piątek opiekowałam się Gabrysią, bo B. i K. pojechali na koncert. Wcześniej byłam u nich kilka razy, żeby mała się przyzwyczaiła i bałam się, że jak zostanę z nią sama to da mi nieźle popalić, ale się myliłam. Mimo złego humorku na początku, bo nie dość, że Mała była przeziębiona to jeszcze miała gorszy dzień, to i tak nieźle daliśmy sobie radę. Zjadła ślicznie kaszkę, podczas kąpieli też była bardzo grzeczna i mimo łez po kąpieli, bo niestety musiałam jej przeczyścić nosek, a tego to ona nie lubi i to bardzo, przytuliła się i zasnęła z moim telefonem w ręce. Odłożyłam ją do łóżeczka i sobie spała kilka godzin. Obudziła się kilka razy, bo miała taki męczący kaszel, ale jak tylko brałam ją na ręce to zasypiała. Ogólnie z małej jest niezła, ale słodka, agentka i uwielbia się przytulać, gadać coś po swojemu, a potem podstępem gryzie i przysysa się jak mała pijawka. A w niedziele idziemy z M. na roczek Gabrysi. Kupiłam jej dziś takie pluszowe kręgle - zwierzątka, które grzechoczą i szeleszczą i do tego jest też taka pluszowa piłeczka, nawet fajnie to wygląda i mam nadzieję, że mała będzie zadowolona.
W niedziele wybraliśmy się z M. i z dziewczynami do kina. Oj przydało Nam się oderwanie od notatek, zwłaszcza, że film był strzałem w dziesiątkę. Poszliśmy na "Listy do M.", film rewelacyjny, muzyka świetna, cała reszta jeszcze lepsza. Z chęcią przeszłabym się na ten film jeszcze raz, i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to była jedna z lepszych, jak nie najlepsza polska komedia jaką kiedykolwiek widziałam.
I tak cały tydzień minął mi na nauce i tłumaczeniach. Aż mi się marzy żeby odespać te wszystkie godziny. Dopiero wczoraj, a właściwie to dziś w nocy, odesłałam ostatnie tłumaczenie. I kamień z serca, bo już nie miałam siły ani głowy do tego. Ale przynajmniej wpadną jakieś pieniążki.
A dziś po zajęciach, w ramach zasłużonego relaksu, wybrałyśmy się z dziewczynami do kina, na kolejną część Sagi Zmierzch - długo przeze mnie wyczekiwanej. Z kina wyszłam całkowicie zadowolona i usatysfakcjonowana (mimo tego, że dziewczyny zaraz po wyjściu emanowały pesymizmem, nie udało im się mnie zarazić) i z niecierpliwością czekam na drugą część.
Tęskno mi za M., choć mam Go obok siebie, nie mieliśmy ostatnio czasu dla siebie. Kiedy on wracał z pracy ja albo się uczyłam, albo robiłam kolejne tłumaczenie. Mam nadzieję, że w weekend choć trochę uda Nam się sobą nacieszyć.
A w mieszkaniu choć panuje 'domowa' atmosfera i nie mogę zaprzeczyć, że bywa śmiesznie, bo bywa, ale coraz częściej zaczynają mnie drażnić głupie uwagi i zgryźliwe komentarze dziewczyn.
Chyba jestem przemęczona i potrzebuję porządnie odpocząć, co nie do końca jest możliwe, bo czas przecież w miejscu specjalnie dla mnie nie stanie. Ale mam nadzieję, że od przyszłego tygodnia będę miała więcej czasu dla siebie. W najbliższych planach mam wizytę u lekarza, bo zaniedbałam się bardzo ostatnio. Mam nadzieję, że uda mi się wszystko uporządkować, w końcu. No i postaram się częściej tu bywać, bo i tego mi mimo wszystko brakowało.
W zeszły piątek opiekowałam się Gabrysią, bo B. i K. pojechali na koncert. Wcześniej byłam u nich kilka razy, żeby mała się przyzwyczaiła i bałam się, że jak zostanę z nią sama to da mi nieźle popalić, ale się myliłam. Mimo złego humorku na początku, bo nie dość, że Mała była przeziębiona to jeszcze miała gorszy dzień, to i tak nieźle daliśmy sobie radę. Zjadła ślicznie kaszkę, podczas kąpieli też była bardzo grzeczna i mimo łez po kąpieli, bo niestety musiałam jej przeczyścić nosek, a tego to ona nie lubi i to bardzo, przytuliła się i zasnęła z moim telefonem w ręce. Odłożyłam ją do łóżeczka i sobie spała kilka godzin. Obudziła się kilka razy, bo miała taki męczący kaszel, ale jak tylko brałam ją na ręce to zasypiała. Ogólnie z małej jest niezła, ale słodka, agentka i uwielbia się przytulać, gadać coś po swojemu, a potem podstępem gryzie i przysysa się jak mała pijawka. A w niedziele idziemy z M. na roczek Gabrysi. Kupiłam jej dziś takie pluszowe kręgle - zwierzątka, które grzechoczą i szeleszczą i do tego jest też taka pluszowa piłeczka, nawet fajnie to wygląda i mam nadzieję, że mała będzie zadowolona.
W niedziele wybraliśmy się z M. i z dziewczynami do kina. Oj przydało Nam się oderwanie od notatek, zwłaszcza, że film był strzałem w dziesiątkę. Poszliśmy na "Listy do M.", film rewelacyjny, muzyka świetna, cała reszta jeszcze lepsza. Z chęcią przeszłabym się na ten film jeszcze raz, i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to była jedna z lepszych, jak nie najlepsza polska komedia jaką kiedykolwiek widziałam.
I tak cały tydzień minął mi na nauce i tłumaczeniach. Aż mi się marzy żeby odespać te wszystkie godziny. Dopiero wczoraj, a właściwie to dziś w nocy, odesłałam ostatnie tłumaczenie. I kamień z serca, bo już nie miałam siły ani głowy do tego. Ale przynajmniej wpadną jakieś pieniążki.
A dziś po zajęciach, w ramach zasłużonego relaksu, wybrałyśmy się z dziewczynami do kina, na kolejną część Sagi Zmierzch - długo przeze mnie wyczekiwanej. Z kina wyszłam całkowicie zadowolona i usatysfakcjonowana (mimo tego, że dziewczyny zaraz po wyjściu emanowały pesymizmem, nie udało im się mnie zarazić) i z niecierpliwością czekam na drugą część.
Tęskno mi za M., choć mam Go obok siebie, nie mieliśmy ostatnio czasu dla siebie. Kiedy on wracał z pracy ja albo się uczyłam, albo robiłam kolejne tłumaczenie. Mam nadzieję, że w weekend choć trochę uda Nam się sobą nacieszyć.
A w mieszkaniu choć panuje 'domowa' atmosfera i nie mogę zaprzeczyć, że bywa śmiesznie, bo bywa, ale coraz częściej zaczynają mnie drażnić głupie uwagi i zgryźliwe komentarze dziewczyn.
Chyba jestem przemęczona i potrzebuję porządnie odpocząć, co nie do końca jest możliwe, bo czas przecież w miejscu specjalnie dla mnie nie stanie. Ale mam nadzieję, że od przyszłego tygodnia będę miała więcej czasu dla siebie. W najbliższych planach mam wizytę u lekarza, bo zaniedbałam się bardzo ostatnio. Mam nadzieję, że uda mi się wszystko uporządkować, w końcu. No i postaram się częściej tu bywać, bo i tego mi mimo wszystko brakowało.
wtorek, 8 listopada 2011
Nieco mniej optymistycznie.
Dni lecą ja szalone. Szybko, za szybko. Nie mam czasu na nic, albo po prostu brak mi organizacji. Czuje, że nie ogarniam tego wszystkiego, jestem mego zmęczona i nie mam w sobie ani trochę pozytywnej energii - przynajmniej jeśli chodzi o studia. Ze zdrowiem nie jest tak, jak być powinno. To głupie, wiem, ale nie mam na to czasu. Wczoraj dostałam opr-a od mamy, że nie poszłam o lekarza po tabletki, ale zwyczajnie nie mam do tego głowy. Wiem, że z tego powodu wszystko mi się rozstroiło, znów mam problemy z okresem - a raczej z jego brakiem, ale zwyczajnie nie mam kiedy o tym pomyśleć. Wiem, że dawno mnie tu nie było, ale i na to brak mi czasu. Brak mi wszystkiego, a przede wszystkim mobilizacji. Egzystując sobie z dnia na dzień, z przerażeniem na to patrzę, lecz nie robię z tym nic, mimo wszystko. Nie mam siły. Tyle spraw na głowie, ale ja jakoś jestem poza tym wszystkim, gdzieś na dnie i nie wiem czego chwycić się najpierw. Oby to się zmieniło, bo nie wiem jak długo tak pociągnę.
wtorek, 1 listopada 2011
Oj pazerna ja jestem niesamowicie! Jakbym chciała zabrać całemu światu słońce, które dziś tak pięknie świeciło, ku mojemu zaskoczeniu. Napawałam się widokiem żółto-złotych liści, wystawiałam twarz na słońce. Było przepięknie! W południe, jak już się wygrzebaliśmy z M., pojechaliśmy do moich rodziców na obiadek, potem na mszę na cmentarz i zapalić znicze na rodzinnych grobach. Pomyślałam, że miło by było zabrać mamę M. na cmentarz, więc pojechaliśmy też do rodziców M., wypiliśmy herbatkę i pojechaliśmy. Cała rodzina M. mieszka daleko, bo aż za Warszawą, tutaj nie mają żadnej rodziny, więc chociaż pojechaliśmy na cmentarz i mama M. zapaliła znicze tym, których znała. A ja od kilku lat mam taki zwyczaj, że zabieram wieczorem dodatkowy znicz i zapalam go na grobie, gdzie nie świeci się żadna lampka, lub na grobie małego dziecka. I w tym roku znalazłam pusty grób, więc na nim postawiłam znicz. I tak po całym dniu, wróciliśmy niedawno w nasze cztery kąty. I mamy jeszcze chwilę dla siebie, bo od jutra oboje wracamy do codzienności i obowiązków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

