Zapraszam serdecznie:)
poniedziałek, 27 lutego 2012
wtorek, 21 lutego 2012
Cała moja pewność siebie, moja wiara w siebie gdzieś odeszły. Znowu stoję przed lustrem, widzę siebie, zakompleksioną, z paroma kg więcej i patrzeć na siebie nie mogę! Tyle ciuchów przymierzałam podczas poniedziałkowych zakupów z mamą i nic, kompletnie nic sobie nie kupiłam. Wszystko wygląda ładnie tylko w rozmiarze S!
Poza tym ostatnio coś nie mój czas. Ciężko mi.
Poza tym ostatnio coś nie mój czas. Ciężko mi.
sobota, 18 lutego 2012
Oficjalnie sesja zakończona, indeks oddany.
Po dość, krótkim pobycie w domu wróciłam do miasta i co najważniejsze, do mojego 36,6 :* niby to niecałe trzy dni, ale tęskno było, i to bardzo. Piątkowy dzień na wariackich papierach. Najpierw przemoczyłyśmy z I. buty by znaleźć naszego promotora, który po oddaniu pierwszego rozdziału dał nam zaliczenie i wpis do indeksu. Potem dwie godziny stania w kolejce żeby oddać indeks, w końcu. I tak zrobiła się godzina 16, a na 18 miałam być u I., która w tym dniu robiła u siebie mały babski wieczór. No to bez zastanawiania się, tak jak z I. stałyśmy, wsiadłyśmy w tramwaj i pojechałyśmy do niej. Takie przemoczone, ale ogarnęłyśmy się jakoś i potem cały wieczór śmiałyśmy się do łez. Dziewczyny, choć większość z nich widziałam po raz pierwszy, okazały się mega sympatyczne i naprawdę, takich wieczorów mi potrzeba, zwłaszcza teraz, po sesji. No i od poniedziałku zaczynam na nowo, a właściwie od wtorku, bo poniedziałki mam wolne. Swoją drogą mam tylko kilka zajęć, spokojnie mogliby nam to rozłożyć na dwa dni, ale nie, po co. I tak mam tylko jeden dzień wolny, i każdego dnia jedne zajęcia i w takich godzinach, że cały dzień mam rozwalony. Kurcze, a myślałam, że może mogłabym choć trochę popracować, zwłaszcza teraz, kiedy mamy małe problemy finansowe. Trzeba będzie zacisnąć pasa i rozejrzeć się nad jakąś pracą nie kolidującą z moim planem zajęć. Póki co, korzystam z ostatnich godzin wolnego, kiedy nie muszę myśleć o niczym. Relaksuję się z Nim.
Po dość, krótkim pobycie w domu wróciłam do miasta i co najważniejsze, do mojego 36,6 :* niby to niecałe trzy dni, ale tęskno było, i to bardzo. Piątkowy dzień na wariackich papierach. Najpierw przemoczyłyśmy z I. buty by znaleźć naszego promotora, który po oddaniu pierwszego rozdziału dał nam zaliczenie i wpis do indeksu. Potem dwie godziny stania w kolejce żeby oddać indeks, w końcu. I tak zrobiła się godzina 16, a na 18 miałam być u I., która w tym dniu robiła u siebie mały babski wieczór. No to bez zastanawiania się, tak jak z I. stałyśmy, wsiadłyśmy w tramwaj i pojechałyśmy do niej. Takie przemoczone, ale ogarnęłyśmy się jakoś i potem cały wieczór śmiałyśmy się do łez. Dziewczyny, choć większość z nich widziałam po raz pierwszy, okazały się mega sympatyczne i naprawdę, takich wieczorów mi potrzeba, zwłaszcza teraz, po sesji. No i od poniedziałku zaczynam na nowo, a właściwie od wtorku, bo poniedziałki mam wolne. Swoją drogą mam tylko kilka zajęć, spokojnie mogliby nam to rozłożyć na dwa dni, ale nie, po co. I tak mam tylko jeden dzień wolny, i każdego dnia jedne zajęcia i w takich godzinach, że cały dzień mam rozwalony. Kurcze, a myślałam, że może mogłabym choć trochę popracować, zwłaszcza teraz, kiedy mamy małe problemy finansowe. Trzeba będzie zacisnąć pasa i rozejrzeć się nad jakąś pracą nie kolidującą z moim planem zajęć. Póki co, korzystam z ostatnich godzin wolnego, kiedy nie muszę myśleć o niczym. Relaksuję się z Nim.
wtorek, 14 lutego 2012
[Nie] walentynkowo.
Walentynki, święto Zakochanych. Po raz pierwszy spędzamy je osobno. A właściwie po raz pierwszy go nie obchodzimy. Nigdy nie był to dla mnie jakiś super wyjątkowy dzień, bo wychodzę z założenia, że jak się kogoś kocha, to powinno mu się to okazywać cały czas a nie tylko przez 24h tworzące 14 luty. Jednak, zawsze staraliśmy się w jakiś sposób uczynić ten dzień przyjemnym, bo w końcu to też Nasze święto... a w tym roku, jakoś aż mnie nawet drażnił widok porozwieszanych wszędzie serc. Może też dlatego, że spędzamy ten dzień osobno. Dlaczego? Początkowo miałam zostać w mieście, miałam też iść na urodziny moich koleżanek z grupy i pojechać w środę do rodziców. Ale właśnie dziś właściciele zaczęli remont łazienki, i choć wiedziałam o tym już dawno, nie było to na tyle problemem, ale dziś już się wystarczająco nasłuchałam narzekań właścicielki, że w sumie w ostatniej chwili podjęłam decyzję, że pojadę dziś do rodziców. No i pojechałam. I tęsknię za M. strasznie :( więc dzisiejszy dzień spędzam samotnie z laptopem w ręku, słuchając muzyki, nie koniecznie tej wesołej. Kiedy tęsknię, piję ogromne ilości miętowej herbaty. Dziś właśnie jest ten dzień - z kubkiem miętowej herbaty.
sobota, 11 lutego 2012
Sobota. Słoneczny, zimowy i mroźny dzień. Siedzę sama, w moim pokoju, z laptopem w ręku. Miałam zacząć pisać pierwszy rozdział mojej pracy, o znaczeniu muzyki w życiu człowieka, o znaczeniu muzyki w nauce języków obcych. I naprawdę miałam sporą motywację, utworzyłam dokument w wordzie, w tytule wpisałam dwa wykrzykniki, na pierwszej stronie tytuł mojej pracy, na drugiej plan pierwszego rozdział, na trzeciej stronie, na trzeciej stronie widnieje mrugający kursor, a strona jest pusta. Bolący brzuch uniemożliwia jakąkolwiek współpracę. Akurat, spośród tylu dni, bo przecież raz na dwa miesiące, akurat dziś mój organizm postanowił obdarować mnie miesiączką. Przecudownie. Potrzebuję burzy mózgu. W planach odłożenie laptopa, a raczej jego zamiana na czystą kartkę papieru. Może w ten sposób uda mi się cokolwiek na niej zapisać, jakiekolwiek myśli, byle byłyby związane z tematem mojej pracy.
Potrzebuję, też odskoczni. Od miasta, od pośpiechu, od stresów, których w moim życiu ostatnio było za dużo. Mam nadzieję, że przy okazji dzisiejszej wizyty u teściów, uda mi się pooddychać 'wiejskim' powietrzem i zresetować się choć troszkę.
Dopisane:
Wizyta u teściów przełożona na dzień jutrzejszy. Za to było kino. Uwielbiam filmy, które wprowadzają mnie w refleksyjny nastrój, na których mogę beztrosko sobie popłakać. Zdecydowanie takim filmem okazało się dzisiejsze "Big Love". Film o wielkiej miłości, o uzależnieniu. Gdybym miała teraz napisać tu moje odczucia, nie potrafiłabym dobrać odpowiednich słów. Film 'ciężki', ale przepiękny. Zdecydowanie warty obejrzenia.
Dopisane:
Wizyta u teściów przełożona na dzień jutrzejszy. Za to było kino. Uwielbiam filmy, które wprowadzają mnie w refleksyjny nastrój, na których mogę beztrosko sobie popłakać. Zdecydowanie takim filmem okazało się dzisiejsze "Big Love". Film o wielkiej miłości, o uzależnieniu. Gdybym miała teraz napisać tu moje odczucia, nie potrafiłabym dobrać odpowiednich słów. Film 'ciężki', ale przepiękny. Zdecydowanie warty obejrzenia.
piątek, 10 lutego 2012
Chwilowo...
Chwilowo jeszcze tu. Póki co, chcę się zająć sprawą priorytetową, czyli pierwszym rozdziałem mojej pracy licencjackiej. Nowy blog jednak wymaga trochę czasu, więc póki co jeszcze na starych śmieciach.
Ze spraw ważniejszych, od rana męczyliśmy się z zatkaną toaletą. Można? Można. Nasza 'ukochana' współlokatorka, Pau., wpadła wczoraj wieczorem do mieszkania. Miała dzisiaj egzamin, a dodatkowo w tym tygodniu wypadał jej dyżur sprzątania. No i Pau. wzięła się wczoraj za sprzątanie. Dziś rano wstaję i idę do łazienki, podnoszę klapę, a tam pełno papieru. Myślę sobie, że ktoś nie spłukał, więc odruchowo nacisnęłam spłuczkę. Automatycznie woda poszła do góry i stoi. Myślę sobie, no to pięknie. Przyuważyłam też, że nie ma plastykowego koszyczka na kostkę do wc. Idę do Pau. i pytam, gdzie jest koszyczek, a ona do mnie, że przypadkiem go spłukała, na co ja, że przypadkiem mamy zatkaną toaletę. No i jak to Pau. ma w zwyczaju, zwinęła się z mieszkania i tyle ją widziałyśmy. No tak, bo najlepiej się niczym nie przejmować. Dopiero koło 21 przyjechał M. i tak jak mi przez telefon poradził pan hydraulik, M. odkręcił toaletę i przeczyścił wszystko. Jeszcze o 22 jechaliśmy do tesco po silikon, żeby uszczelnić rurę, bo ciekła nam woda przy spłukiwaniu. Ale co najlepsze, sam M. był w szoku jak można coś takiego spłukać (teoretycznie nie można) i nie zauważyć, że wpadło. Generalnie nie wiemy jak ona to zrobiła, wiemy tylko, że musiała się bardzo postarać. Brak słów. Ja mam opinię na ten temat jedną - pożegnać się z nią, za nim znów czegoś nie wykombinuje. A już i tak jest problem z internetem, bo odebrałam dziś mejla, że zalegamy z zapłatą za listopad - pechowo, akurat za listopad przelew niby robiła Pau.
Nie mam więcej pytań, idę spać, bo padam z nóg po dzisiejszym, stresującym dniu.
Ze spraw ważniejszych, od rana męczyliśmy się z zatkaną toaletą. Można? Można. Nasza 'ukochana' współlokatorka, Pau., wpadła wczoraj wieczorem do mieszkania. Miała dzisiaj egzamin, a dodatkowo w tym tygodniu wypadał jej dyżur sprzątania. No i Pau. wzięła się wczoraj za sprzątanie. Dziś rano wstaję i idę do łazienki, podnoszę klapę, a tam pełno papieru. Myślę sobie, że ktoś nie spłukał, więc odruchowo nacisnęłam spłuczkę. Automatycznie woda poszła do góry i stoi. Myślę sobie, no to pięknie. Przyuważyłam też, że nie ma plastykowego koszyczka na kostkę do wc. Idę do Pau. i pytam, gdzie jest koszyczek, a ona do mnie, że przypadkiem go spłukała, na co ja, że przypadkiem mamy zatkaną toaletę. No i jak to Pau. ma w zwyczaju, zwinęła się z mieszkania i tyle ją widziałyśmy. No tak, bo najlepiej się niczym nie przejmować. Dopiero koło 21 przyjechał M. i tak jak mi przez telefon poradził pan hydraulik, M. odkręcił toaletę i przeczyścił wszystko. Jeszcze o 22 jechaliśmy do tesco po silikon, żeby uszczelnić rurę, bo ciekła nam woda przy spłukiwaniu. Ale co najlepsze, sam M. był w szoku jak można coś takiego spłukać (teoretycznie nie można) i nie zauważyć, że wpadło. Generalnie nie wiemy jak ona to zrobiła, wiemy tylko, że musiała się bardzo postarać. Brak słów. Ja mam opinię na ten temat jedną - pożegnać się z nią, za nim znów czegoś nie wykombinuje. A już i tak jest problem z internetem, bo odebrałam dziś mejla, że zalegamy z zapłatą za listopad - pechowo, akurat za listopad przelew niby robiła Pau.
Nie mam więcej pytań, idę spać, bo padam z nóg po dzisiejszym, stresującym dniu.
środa, 8 lutego 2012
Rewolucja:)
Zdecydowałam się. Wiem, że część z Was już mnie zna, jeśli nie osobiście to przez komunikatory. Ale zdecydowałam ujawnić się też tu:) to będzie kompletna rewolucja. Blog będzie na zaproszenie, więc tych, którzy chcą zostać ze mną - zapraszam i poproszę o mejle abym mogła wysłać zaproszenia:)
wtorek, 7 lutego 2012
3:0 dla mnie! Zdałam i literaturę amerykańską i egzamin pnja, który zawsze był dla mnie ogromną katorgą. Tym bardziej wiec jestem z siebie taaaaka dumna!:)
Teraz mam kilka dni, żeby na spokojnie napisać wstępną wersję pierwszego rozdziału mojej pracy licencjackiej. Ale czuję, że teraz już wszystko pójdzie z górki. Skoro zdałam pnja, i to w pierwszym terminie, to już nic nie jest mi straszne!
W weekend zamierzam nacieszyć się M., wytulę Go i wycałuję ile tylko się da - muszę ponadrabiać zaległości, bo mimo wszystko troszkę Go zaniedbałam przez te egzaminy.
Koło piątku planuję też jechać do rodziców, ale nie wiem jak to mi się tam wszystko poukłada.
Z pilniejszych spraw to muszę jutro umówić się do mojej Pani doktor i zadzwonić do szkoły, w której będę miała praktyki z drugiego języka - mam nadzieję, że mnie przyjmą od marca.
Na razie muszę odpocząć, ogarnąć pokój, bo ten chyba ucierpiał najbardziej podczas sesji;) i pobyć sama ze sobą i zwyczajnie się ponudzić:)
Teraz mam kilka dni, żeby na spokojnie napisać wstępną wersję pierwszego rozdziału mojej pracy licencjackiej. Ale czuję, że teraz już wszystko pójdzie z górki. Skoro zdałam pnja, i to w pierwszym terminie, to już nic nie jest mi straszne!
W weekend zamierzam nacieszyć się M., wytulę Go i wycałuję ile tylko się da - muszę ponadrabiać zaległości, bo mimo wszystko troszkę Go zaniedbałam przez te egzaminy.
Koło piątku planuję też jechać do rodziców, ale nie wiem jak to mi się tam wszystko poukłada.
Z pilniejszych spraw to muszę jutro umówić się do mojej Pani doktor i zadzwonić do szkoły, w której będę miała praktyki z drugiego języka - mam nadzieję, że mnie przyjmą od marca.
Na razie muszę odpocząć, ogarnąć pokój, bo ten chyba ucierpiał najbardziej podczas sesji;) i pobyć sama ze sobą i zwyczajnie się ponudzić:)
czwartek, 2 lutego 2012
Z Kasiowego życia.
Kasiowe życie ciągle biegnie do przodu. Jeden egzamin za mną, dwa przede mną, z czego jeden jutro. Powinnam tkwić z nosem w notatkach a tym czasem jestem totalnie rozleniwiona, stąd moja obecność tutaj.
Tak wiele ostatnio się dzieje, że nawet nie wiem o czym napisać najpierw. Mieliśmy ostatnio wizytę pana właściciela mieszkania, który przyleciał z Anglii. Po pół roku dowiedzieliśmy się, że woda i ogrzewanie, które miały być wliczone w czynsz, wliczone nie są. Więc automatycznie musimy uregulować opłaty za poprzednie miesiące no i będziemy płacić więcej. W ciągu ostatnich dni przekonałam się (zresztą nie po raz pierwszy), że lepiej stać na uboczu i nie doradzać, bo ile kroć chce się coś dobrze doradzić, dostaje się po dupie. No i mamy problem z Pau., która jest od nas odizolowana, nie interesuje się sprawami związanymi z mieszkaniem, znika i się pojawia i wiecznie chodzi nadąsana. Już mamy tego serdecznie dosyć. Zwłaszcza, że znów wybyła, a rachunki się same nie zapłacą.
A u Nas, jak to u Nas - dobrze. M. ostatnio był chory, miał okropny kaszel, ale już mu lepiej, całe szczęście. W tym całym szaleństwie jeszcze staram się znaleźć czas codziennie by beztrosko położyć się przy Nim, choć na chwilę. No i mam nadzieję, że zbliżający się weekend, będzie ostatnim, kiedy będę musiała usiąść na tyłku i się pouczyć. A jutro, po egzaminie, dla relaxu - termy.
Tak wiele ostatnio się dzieje, że nawet nie wiem o czym napisać najpierw. Mieliśmy ostatnio wizytę pana właściciela mieszkania, który przyleciał z Anglii. Po pół roku dowiedzieliśmy się, że woda i ogrzewanie, które miały być wliczone w czynsz, wliczone nie są. Więc automatycznie musimy uregulować opłaty za poprzednie miesiące no i będziemy płacić więcej. W ciągu ostatnich dni przekonałam się (zresztą nie po raz pierwszy), że lepiej stać na uboczu i nie doradzać, bo ile kroć chce się coś dobrze doradzić, dostaje się po dupie. No i mamy problem z Pau., która jest od nas odizolowana, nie interesuje się sprawami związanymi z mieszkaniem, znika i się pojawia i wiecznie chodzi nadąsana. Już mamy tego serdecznie dosyć. Zwłaszcza, że znów wybyła, a rachunki się same nie zapłacą.
A u Nas, jak to u Nas - dobrze. M. ostatnio był chory, miał okropny kaszel, ale już mu lepiej, całe szczęście. W tym całym szaleństwie jeszcze staram się znaleźć czas codziennie by beztrosko położyć się przy Nim, choć na chwilę. No i mam nadzieję, że zbliżający się weekend, będzie ostatnim, kiedy będę musiała usiąść na tyłku i się pouczyć. A jutro, po egzaminie, dla relaxu - termy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
