poniedziałek, 27 czerwca 2011

Zazwyczaj cieszę się jak ...

Zazwyczaj cieszę się jak dziecko kiedy nadchodzi weekend, lecz teraz cieszę się, że się skończył. Ta 'dwulicowa' pogoda dała mi się we znaki. Za to dziś mamy słonko i znów 'chce się żyć'. Cieplusio :)
Od rana w pracy. Ciąg dalszy pakowania przed przeprowadzką (firma zmienia swoją siedzibę) i już od jutra w nowym biurze i teraz czeka nas rozpakowywanie. I nie wiadomo już co gorsze, czy to pakowanie, czy rozpakowywanie. Ale chyba to drugie. Z B. śmiejemy się, że przez pół roku będziemy rozpakowywać te wszystkie kartony z archiwum i innymi dokumentami, jednak w głębi duszy mam nadzieję, że nie będzie tak źle.
Po pracy miałam trzy godzinki dodatkowych jazd przed drugim podejściem do egzaminu na prawko. I tym razem poproszę o trzymanie (mocno!) kciuków w środę od godz. 7! I z tego co rozmawiałam z moją instruktorką, trafiłam na egzaminatora, który z góry chciał mnie oblać... pewnie dlatego jeździłam po mieście 50 minut, bo szukał pretekstu żeby mnie 'złapać' i na moje nieszczęście to mu się udało. Więc sama za siebie będę trzymać kciuki. 
Kiedyś, już jakiś czas temu, kiedy szłam do pracy założyłam sobie konto w banku (takie dla studentów - bez opłat), bo było mi potrzebne do wypłaty, którą dostawałam przelewem. Po zakończeniu pracy przestałam używać konto, bo automatycznie przestało mi być potrzebne i nie świadoma, nawet nie zaglądałam aż do czasu kiedy przyszło mi pismo, że mam na minusie 25 zł. Krótko po tym dostałam kolejne pismo, że bank rozwiązuje ze mną umowę. Więc wpłaciłam należność na konto i żyłam sobie dalej w przekonaniu, że tego konta już nie mam. Aż tu przed weekendem szanowny bank przysłał mi nową kartę i okazało się, że umowy jednak nie rozwiązali. Więc stwierdziłam, że akurat konto się przyda, bo rodzice będą mogli przesyłać mi na konto moje tygodniówki. I dziś sobie wchodzę na konto, żeby sprawdzić czy mam już przelew od mamy, a tu patrzę, że mi ściągnęli opłatę 25 zł. Weszłam w regulamin i się okazało, że konto niby bez opłat ale za kartę pobierają opłatę 25 zł na dwa lata. I to akurat dziś! I tak zostałam z połową mojej tygodniówki na cały tydzień :/.
A i u Nas wszystko dobrze. Oczywiście mamy swoje humorki (jak zawsze zresztą), ale to niczego nie zmienia między Nami, bo kochamy się dalej. Wielkimi krokami zbliżamy się do naszej kolejnej, drugiej już rocznicy :) a tak naprawdę czuję się jakbyśmy byli razem od zawsze! 
Wczoraj wybraliśmy się z M. na Stary Rynek na obiadek i deser (raz można zaszaleć ;)). Jedzenie nawet dobre, tylko jak to M. stwierdził, porcje dla wróbelka. No i teraz do końca nie wiem, jak to było z tym jedzeniem, bo od rana męczyłam się z bólem żołądka, który na szczęście dał za wygraną po wypiciu dwóch gorzkich herbat. No ale przynajmniej raz mieliśmy coś innego, takie 'odskoki' od codzienności są bardzo przydatne kiedy w życie wkracza rutyna. 
No i chcąc nie chcąc, z racji tego, że od rana byłam w pracy, nie mogłam jechać na wpisy z literatury angielskiej i tym samym nie wiem co dostałam z egzaminu. Tzn. i tak szykuję się myślami na 'kampanię wrześniową', ale wolałabym być pewna. Napisałam do pani dr szanownej, zobaczymy, może mi odpisze. Byłoby miło.
Póki co, idę poodpoczywać :) no i zjeść małe 'conieco', bo okropnie burczy mi w brzuchu...

piątek, 24 czerwca 2011

Kiedy patrzę wstecz czuję brak.

Nie dalej jak wczoraj, będąc w domu zeszłam do piwnicy w poszukiwaniu moich starych rzeczy, które kiedyś wyniosłam, bo się w nie nie mieściłam, a teraz pasują jak ulał. No i całkiem przypadkiem znalazłam siatkę z moimi lalkami i mebelkami, które kiedyś dawno temu wyniosłam 'zmuszona', będąc pod presją rodziców. Miałam jakieś 16 lat, kiedy nadal czułam potrzebę bawienia się lalkami. Kilka razy przyłapali mnie rodzice, robiąc mi wyrzuty w stylu, że jestem już za duża. Więc bawiłam się po kryjomu. Kiedy moje koleżanki spotykały się z chłopakami ja siedziałam w domu i ukradkiem bawiłam się lalkami gadając sama do siebie. Niby nie powinno być w tym nic złego, przecież każdy dojrzewa w swoim czasie, ale pod względem dojrzałości, jak na swój wiek byłam zdecydowanie dojrzała. Jednak mimo swojego wieku czułam silną potrzebę bawienia się lalkami. Może w ten sposób radziłam sobie ze swoimi emocjami? Nie wiem. Ale któregoś dnia pod presją rodziców spakowałam je w siatkę i wyniosłam do piwnicy, bo przecież w 'tym' wieku to obciach. Długo mi tego brakowało. A potem myślałam, że już z tego wyrosłam, aż do wczoraj. Kiedy natknęłam się na moją siatkę bez wahania zaniosłam ją do góry i wyjęłam z niej wszystko. Wszystkie szmatki, mebelki, lalki... i wróciły wspomnienia. Wyszperałam stary kartonik i włożyłam je wszystkie do pudełka i wsunęłam pod łóżko. I wiem, że gdybym tylko została sama w domu, najchętniej bym się nimi bawiła. Choć tego dokładnie nie pamiętam, czuje brak... pamiętam tylko jak już miałam 'za dużo lat' by bawić się lalkami i robiłam to po kryjomu. Może jest w tym coś 'nienormalnego', a może to właśnie dlatego, że rodzice zbyt szybko dali mi do zrozumienia, że jestem za duża? I jeszcze wczoraj mama żartowała, że co mnie naszło i żartobliwie mówiła: 'chyba nie chcesz się nimi bawić?'.

I zastanawiam się, czy jest tu miejsce by napisać zwyczajnie, co u mnie? Jakoś mi dziwnie. 

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Niby początki są zawsze najtrudniejsze.


Być może i początki są trudne, ale przecież nie ma na świecie rzeczy niemożliwych.
Nie tak całkiem niedawno uciekłam stąd, bo kilkanaście przypadkowych osób wysmarowało mnie błotem. A teraz, teraz wracam z podkulonym ogonem? Być może. Zawsze byłam pewna swojej decyzji, tego, że nie wrócę a jednak zawsze coś mnie tu trzymało. Może przyzwyczajenie? Pewnie i tak. Ale nie chcę wracać do tego, czego już nie ma. Mam nową klawiaturę, bez wytartych literek, bez przeszłości. I nie będzie nic z cyklu 'ciąg dalszy'. I już nie chcę wracać do przeszłości. Chcę osiagnąć wewnętrzny spokój - ten w życiu prywatnym i ten tutaj.
Z dniem dzisiejszym w końcu skończyłam sesję. Miałam dziś ostatni egzamin z  literatury angielskiej i nie pozostaje mi nic innego jak poczekać na wyniki.
Więc już mam wakacje, te tak długo przeze mnie wyczekiwane. I w końcu będę miała czas na wszystko, a w rzeczywistości pewnie nie zrobię połowych z tych wszystkich zaplanowanych już dawno rzeczy.
No i dzisiaj 'pierwszy' dzień w pracy. Z racji tego, że zmienia się siedziba firmy, na 'dzień dobry' jest masa spraw do zrobienia. Przed wszystkim porządki w projektowym archiwum. Udało mi się dziś ogarnąć zaledwie niewielką ilość teczek, więc jutro czeka mnie ciąg dalszy łącznie z wywiezieniem części dokumentacji do noego biura.
A dla niewtajemniczonych, pracuję w biurze projektowym-głównie papierkowa robota, ale narzekać nie mogę, bo mi się tam podoba, może dlatego już od trzech lat wracam tam kiedy mam wakacje.
No i też będę mogła trochę zadbać o Niebieskookiego... bo choć ostatnio już mniej się mijamy, tak jeszcze mamy kilka kwesti do 'naprawienia'. I przydałby Nam się już ten wyjazd, który prawdopodobnie w drugiej połowie lipca.
No i korzystając z wakacji chciałabym przypomnieć sobie ten mój hiszpański, bo czekają mnie jeszcze praktyki w przyszłym roku, ale póki co mam w planach trochę poleniuchować w miarę możliwości.