poniedziałek, 16 stycznia 2012

Jak minął mi weekend? Szczerze mówiąc, nawet go nie odczułam. Cały weekend przesiedziałam nad translacją, w przerwach ucząc się łaciny. Na szczęście pani B. przeczytała mojego mejla, którego wysłałam jej w piątek z prośbą od całej grupy, żeby test zrobiła w czwartek i tak o to wczoraj po godzinie 17-tej przyszła odpowiedź "no dobrze". Kamień z serca! Bo wiem, że mam w zapasie trochę czasu by przerobić cały materiał, a wczoraj mimo szczerych chęci, nie dałabym rady zrobić tego solidnie. Chyba wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Dzisiejsze zaliczenie z łaciny, mam nadzieję, że będzie zaliczone. Nie zależy mi tu na wysokiej ocenie, bo jest to przedmiot jedynie na tzw. "zalkę" więc byleby go zaliczyć. A na translacji babka w końcu oddała nasze testy, które pisaliśmy przed świętami i znów kamień z serca, jak zobaczyłam 4. W tym momencie moja sytuacja przestała być zagrożona, bo jeden z dwóch testów mam zaliczony, więc teraz tylko ze spokojem napisać test semestralny i będzie dobrze. Natomiast nie wszyscy są w tak dobrej sytuacji, bo A. testu nie zaliczyła, tym samym ma dwa testy nie zaliczone, i musi bez dwóch zdań zaliczyć ten czwartkowy. I widziałam zazdrość w jej oczach, i w mieszkaniu też atmosfera lekko napięta, bo na każdym kroku podkreśla, że się tego musi uczyć a ja nie. A przecież też muszę, tylko mam trochę lepszą sytuację. Jednak nie bardzo rozumiem jej zachowania w stosunku do mnie, tej zazdrości, jakby miała do mnie pretensje, tylko nie wiem o co.
W przerwie pomiędzy zajęciami wybrałam się do triumpha po nowy stanik. Niestety raz na jakiś czas trzeba odświeżyć zapasy, a że z moim rozmiarem trudno gdziekolwiek indziej dostać dobry stanik, to trzeba odżałować. No i dostałam. I nawet jestem zadowolona, bo ładnie leży i mam nadzieję, że trochę mi posłuży.
Z tej wczorajszej radości, że przełożyliśmy translację, wyciągnęłam M. do domu, bo już dawno nie byłam u moich rodziców i przynajmniej się nagadałam z mamą. Obie zgodnie stwierdziłyśmy, że muszę się zapisać do mojej pani ginekolog na wizytę i skonsultować z nią odstawienie leków przez pana doktora, u którego byłam ostatnio. Bo widzę po swojej wadze, że to nie był dobry krok.
Po dzisiejszych zajęciach, akurat tak się udało, że spotkaliśmy się z M. pod klatką, zrobiłam szybki obiadek a potem naszło mnie na porządki, więc wszystko wyleciało z szafy na łóżko. I aż się sama sobie dziwię, że udało mi się to ogarnąć! Oczywiście, nie obyło się bez sprzeczki z M., który nie lubi jak sprzątam, bo biedny nie może sobie miejsca znaleźć i wchodzi mi w drogę, czego bardzo nie lubię jak sprzątam, jak mi się coś przestawia. No ale sytuacja została szybko opanowana, a teraz M. pochrapuje obok mnie, a ja mam chwilę, żeby odetchnąć. Teraz, podczas "gorącego" okresu nauki, każda taka chwila jest dla mnie na wagę złota! Niestety przyszły weekend też zapowiada mi się pracowity. A jeszcze muszę napisać w końcu plan pracy licencjackiej i zabrać się za pierwszy rozdział i nie wiem kiedy ja to zrobię... ale cóż, trzeba.

9 komentarzy:

  1. sesja to straszliwe dziadostwo..

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem już studentką od 2 lat, ale dobrze pamiętam jak męcząca może być sesja. Życzę wytrwałości, bo i sesja kiedyś się skończy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co końca nie widać, ale wytrwałość się przyda :)

      Usuń
  3. o skąd ja znam ten nawał pracy... sama już ledwo daję radę, ale pocieszam się, że jeszcze tylko tydzień :)
    a co do sprzątania - faceci w tym zawsze przeszkadzają, dlatego jak ja się zabieram do wyganiam mojego do innego pokoju lub żeby całkiem wyszedł z domu :) z mężczyznami jak z dziećmi, trzeba im znaleźć lepsze zajęcie, żeby nie wchodzili nam w drogę, kiedy nie trzeba ;) pozdrawiam cieplutko
    Hanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Przeważnie staram się sprzątać jak jestem sama, ale nie zawsze mi się to udaje...
      :)

      Usuń
  4. Kochana jakoś damy rade z ta okropną sesją a później mam nadzieje ze znajdzie się czas by sie spotkać i pogadać. Buziaki:*
    a co do sprzatania to nie wyobrażam sobie jak zamieszkamy z A razem ja pedantka a on cholerny bałaganiarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musimy się spotkać, koniecznie!:)
      Ja też jestem straszną pedantką, co odkryłam kiedy zamieszkałam w Poznaniu, yh:)

      Usuń
  5. Sesja...jak dobrze,że ostatnia była dla mnie w czerwcu..

    Powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń