Opuścił mnie mój optymizm. Dobre chęci też. Miałam takie ambitne plany, miałam wykorzystać ten tydzień maksymalnie, miałam tyle zrobić. Tymczasem zrobiłam jedno tłumaczenie na zajęcia. A teraz siedzę, tyle do zrobienia, a ja nie wiem za co się zabrać. I siedzę. Może nagle mnie coś natchnie, np. na napisanie planu pracy lic.
Niech więc optymizm wraca :))
OdpowiedzUsuńKaś, też tak mam. Myślę, że wiele z nas tak ma. I to narastające poczucie bezradności i tkwienia wciąż w miejscu. A sumienie gryzie coraz mocniej. Kiedy przechodzę takie chwile, szukam przyczyn najczęściej w pogodzie, ciśnieniu, wszystkim, tylko nie we mnie oczywiście:P Gdybym miała obwiniać jeszcze mocniej siebie za to, że czegoś nie zrobiłam, że może mogłam coś zrobić lepiej, albo że spieprzyłam coś tylko i wyłącznie ze swojej winy-już całkiem zakopałabym się w tym całym bezsensie. A trzeba sobie przecież pomóc:) Niestety owy stan 'nicości' trwa u mnie czasem dość długo. Najczęściej w zimie. Nie pozostaje nic innego jak przeczekać. Czego Tobie życzę :))
OdpowiedzUsuń