piątek, 6 stycznia 2012

U lekarza.

Zbierałam się w sobie od kilku miesięcy.  Częściowo zdążyłam już zaprzepaścić moje dotychczasowe starania, zresztą na własne życzenie i przez własną głupotę! Żałuję, że zrobiłam taką długą przerwę. Tłumaczyłam się sama przed sobą, byle pretekst był dobry i zagłuszał moje wyrzuty sumienia. No cóż, całe życie uczymy się na własnych błędach. Grunt, że w końcu się zebrałam i wizytę u lekarza mam za sobą. I jak było? Mogę tylko żałować (po raz kolejny!), że nie trafiłam do tego lekarza od razu. Postawił inną diagnozę, wszystko wyjaśnił, wytłumaczył, zbadał! i był taki ludzki... a co najważniejsze nie wziął ode mnie ani grosza, w porównaniu z tym, że poprzedni mój lekarz wyciągnął ode mnie majątek! Nie dostałam też leków, bo pan doktor stwierdził, że to jedna z dwóch opcji leczenia mojej choroby a w dodatku mniej efektywna. Więc co jest lekarstwem na moją 'dolegliwość'? Aktywność fizyczna plus dieta, a co za tym idzie spadek masy ciała. Wydaje się to być takie proste! Będę musiała wygrzebać w sobie sporą dawkę motywacji.  Dlatego właśnie chrupałam marchewkę pociętą w słupki zamiast wcinać czekoladę. I powiem Wam, że zamiennik o wiele zdrowszy ale i nawet całkiem smaczny. Mam tylko nadzieję, że przezwyciężę mój słomiany zapał i mi się uda! Więcej o mojej 'walce' na blogu, który prowadzę wspólnie z Ann :) link po prawej.

1 komentarz:

  1. Super, że trafiłaś do dobrego lekarza w końcu! :) przy rzucaniu czekolady najtrudniejsze są pierwsze dni, a potem ochota całkiem przechodzi - przynajmniej mi :)

    mój mail: puttingholes@onet.pl

    Hanka :)

    OdpowiedzUsuń