poniedziałek, 20 czerwca 2011

Niby początki są zawsze najtrudniejsze.


Być może i początki są trudne, ale przecież nie ma na świecie rzeczy niemożliwych.
Nie tak całkiem niedawno uciekłam stąd, bo kilkanaście przypadkowych osób wysmarowało mnie błotem. A teraz, teraz wracam z podkulonym ogonem? Być może. Zawsze byłam pewna swojej decyzji, tego, że nie wrócę a jednak zawsze coś mnie tu trzymało. Może przyzwyczajenie? Pewnie i tak. Ale nie chcę wracać do tego, czego już nie ma. Mam nową klawiaturę, bez wytartych literek, bez przeszłości. I nie będzie nic z cyklu 'ciąg dalszy'. I już nie chcę wracać do przeszłości. Chcę osiagnąć wewnętrzny spokój - ten w życiu prywatnym i ten tutaj.
Z dniem dzisiejszym w końcu skończyłam sesję. Miałam dziś ostatni egzamin z  literatury angielskiej i nie pozostaje mi nic innego jak poczekać na wyniki.
Więc już mam wakacje, te tak długo przeze mnie wyczekiwane. I w końcu będę miała czas na wszystko, a w rzeczywistości pewnie nie zrobię połowych z tych wszystkich zaplanowanych już dawno rzeczy.
No i dzisiaj 'pierwszy' dzień w pracy. Z racji tego, że zmienia się siedziba firmy, na 'dzień dobry' jest masa spraw do zrobienia. Przed wszystkim porządki w projektowym archiwum. Udało mi się dziś ogarnąć zaledwie niewielką ilość teczek, więc jutro czeka mnie ciąg dalszy łącznie z wywiezieniem części dokumentacji do noego biura.
A dla niewtajemniczonych, pracuję w biurze projektowym-głównie papierkowa robota, ale narzekać nie mogę, bo mi się tam podoba, może dlatego już od trzech lat wracam tam kiedy mam wakacje.
No i też będę mogła trochę zadbać o Niebieskookiego... bo choć ostatnio już mniej się mijamy, tak jeszcze mamy kilka kwesti do 'naprawienia'. I przydałby Nam się już ten wyjazd, który prawdopodobnie w drugiej połowie lipca.
No i korzystając z wakacji chciałabym przypomnieć sobie ten mój hiszpański, bo czekają mnie jeszcze praktyki w przyszłym roku, ale póki co mam w planach trochę poleniuchować w miarę możliwości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz