W dzień moich urodzin obudziłam się w paskudnym humorze. Myślałam, że M. straci do mnie swoją cierpliwość. Nic mi nie pasowało. Ale udało się M. wyciągnąć mnie do sklepu i pomogła mi miska lodów bakaliowych z bakaliami:) i wbrew pozorom, dzień minął Nam całkiem sympatycznie. Pojechaliśmy do rodziców, mama upiekła mi szarlotkę:) a wieczorem razem z Ma. oglądaliśmy Mam talent i The voice of Poland popijając martini z colą. A i tak moje dziewczyny zapowiedziały mi imprezę, jak już będziemy w komplecie, bo dopiero jutro dołącza do nas A., która wraca z Anglii.
W niedzielę, wybraliśmy się z M. poszukać dla mnie buty. Myślałam, że już nic nie kupię... wszystko albo na wysokim obcasie albo na koturnie, a mi się marzyły zwykłe botki na jesień, na płaskiej podeszwie i takie, o dziwo!, udało mi się znaleźć. Także weekend mieliśmy naprawdę udany.
Za to dziś, po zajęciach na uczelni padam. Trochę czasu chyba minie zanim się przyzwyczaję i przestawię. Na szczęście obędzie się bez wstawania na 8 rano. Chociaż jakiś plus tego mojego planu. Ale poza tym, chyba nie mam na co narzekać.
Zapowiada się wieczór z gripex'em. Mam nadzieję, że M. zrozumie, że ta konkurencja jest konieczna.
Trzymam kciuki i za Twoje zdróweczko i za powodzenie na uczelni:)
OdpowiedzUsuńLengsel.
feelsoclose.blog.onet.pl