piątek, 18 listopada 2011

Od razu przepraszam Was, że nie było mnie tak długo. Powodów jest wiele. Między innymi, brak czasu. Między prezentacją na zajęcia a nauką słówek na testy, cały mój wolny czas pochłaniały tłumaczenia opisów technicznych dla mojego wujka, który jak zawsze obudził się ze wszystkim rychło w czas.
W zeszły piątek opiekowałam się Gabrysią, bo B. i K. pojechali na koncert. Wcześniej byłam u nich kilka razy, żeby mała się przyzwyczaiła i bałam się, że jak zostanę z nią sama to da mi nieźle popalić, ale się myliłam. Mimo złego humorku na początku, bo nie dość, że Mała była przeziębiona to jeszcze miała gorszy dzień, to i tak nieźle daliśmy sobie radę. Zjadła ślicznie kaszkę, podczas kąpieli też była bardzo grzeczna i mimo łez po kąpieli, bo niestety musiałam jej przeczyścić nosek, a tego to ona nie lubi i to bardzo, przytuliła się i zasnęła z moim telefonem w ręce. Odłożyłam ją do łóżeczka i sobie spała kilka godzin. Obudziła się kilka razy, bo miała taki męczący kaszel, ale jak tylko brałam ją na ręce to zasypiała. Ogólnie z małej jest niezła, ale słodka, agentka i uwielbia się przytulać, gadać coś po swojemu, a potem podstępem gryzie i przysysa się jak mała pijawka.  A w niedziele idziemy z M. na roczek Gabrysi. Kupiłam jej dziś takie pluszowe kręgle - zwierzątka, które grzechoczą i szeleszczą i do tego jest też taka pluszowa piłeczka, nawet fajnie to wygląda i mam nadzieję, że mała będzie zadowolona.
W niedziele wybraliśmy się z M. i z dziewczynami do kina. Oj przydało Nam się oderwanie od notatek, zwłaszcza, że film był strzałem w dziesiątkę. Poszliśmy na "Listy do M.", film rewelacyjny, muzyka świetna, cała reszta jeszcze lepsza. Z chęcią przeszłabym się na ten film jeszcze raz, i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to była jedna z lepszych, jak nie najlepsza polska komedia jaką kiedykolwiek widziałam.
I tak cały tydzień minął mi na nauce i tłumaczeniach. Aż mi się marzy żeby odespać te wszystkie godziny. Dopiero wczoraj, a właściwie to dziś w nocy, odesłałam ostatnie tłumaczenie. I kamień z serca, bo już nie miałam siły ani głowy do tego. Ale przynajmniej wpadną jakieś pieniążki.
A dziś po zajęciach, w ramach zasłużonego relaksu, wybrałyśmy się z dziewczynami do kina, na kolejną część Sagi Zmierzch - długo przeze mnie wyczekiwanej. Z kina wyszłam całkowicie zadowolona  i usatysfakcjonowana (mimo tego, że dziewczyny zaraz po wyjściu emanowały pesymizmem, nie udało im się mnie zarazić) i z niecierpliwością czekam na drugą część.
Tęskno mi za M., choć mam Go obok siebie, nie mieliśmy ostatnio czasu dla siebie. Kiedy on wracał z pracy ja albo się uczyłam, albo robiłam kolejne tłumaczenie. Mam nadzieję, że w weekend choć trochę uda Nam się sobą nacieszyć.
A w mieszkaniu choć panuje 'domowa' atmosfera i nie mogę zaprzeczyć, że bywa śmiesznie, bo bywa, ale coraz częściej zaczynają mnie drażnić głupie uwagi i zgryźliwe komentarze dziewczyn.
Chyba jestem przemęczona i potrzebuję porządnie odpocząć, co nie do końca jest możliwe, bo czas przecież w miejscu specjalnie dla mnie nie stanie. Ale mam nadzieję, że od przyszłego tygodnia będę miała więcej czasu dla siebie. W najbliższych planach mam wizytę u lekarza, bo zaniedbałam się bardzo ostatnio. Mam nadzieję, że uda mi się wszystko uporządkować, w końcu. No i postaram się częściej tu bywać, bo i tego mi mimo wszystko brakowało.

3 komentarze:

  1. w takim razie życzę Ci dużo wolnego czasu! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję:* mam nadzieję, że teraz będę miała go trochę więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz jest taki okres, kiedy nie tylko ma się mało czasu, nie tylko człowiek się przepracowuje, ale nadchodzi zima i zapomina o tym, by zadbać o siebie.

    Pomału, a wszystko da się zrobić, by było ok.

    Lengsel.
    feelsoclose.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń