W piątek M. odebrał mnie z pracy i wracając wstąpiliśmy na małe cotygodniowe zakupy i przy okazji kupiliśmy kilka potrzebniejszych rzeczy na Nasz wyjazd.
W sobotę od rana pojechaliśmy odwiedzić rodziców M. i przy okazji zawieźliśmy im Naszą Mendę (czyt. chomika), bo brat M. będzie się nim 'opiekował' pod Naszą nieobecność. No i skorzystaliśmy z pobytu w domu i wybraliśmy się do pobliskiego kina na film pt."Maraton tańca" - szczerze spodziewałam się czegoś więcej, ale trochę się pośmialiśmy. Potem pojechaliśmy do mnie po namiot, który zabieramy ze sobą. A że namiot trzeba było rozłożyć i przewietrzyć, to stwierdziliśmy, że nie chce Nam się wracać i prześpimy się w namiocie. I wiecie co? To była bardzo dobra decyzja! Spędziliśmy miły wieczór we dwoje i było naprawdę miło :) właśnie takich wspólnych momentów brakuje mi najbardziej. Kiedy oboje pracujemy, wracamy zmęczeni. Mam nadzieję, że odpoczniemy sobie nad morzem.
No i dziś z samego rana trochę popadało, ale szybko wyszło słońce. Mama M. zrobiła nam na śniadanko chleb z serkiem i dżemem i ciepłe kakao (uwielbiam to połączenie!). Potem małe zakupy i w końcu kupiłam sobie słuchawki z mikrofonem do komputera, żebym mogła rozmawiać z A. przez skype'a.
Po południu, wróciliśmy do 'naszych' czterech ścian. I w końcu wzięliśmy się za ogródek (a właściwie coś, co wyglądem przypominało zarośla) i muszę przyznać, ze nie zdawałam sobie sprawy ile z tym jest pracy, ale w swoim czasie wszystko będzie wyglądało tak, jak powinno :)
No więc w najbliższą sobotę z samego rańca pakujemy manatki i jedziemy nad morze! Ale póki co, cały tydzień przed Nami i jutro trzeba wstać do pracy, więc pora mi się kłaść spać. Postaram się zajrzeć tu przed wyjazdem :) Branoc!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz