Szczerze nie lubię Onetu za to, że w najmniej odpowiednim momencie, z bliżej nieokreślonych powodów kasuje mi się kilkunastominutowy ciąg literek. I odechciewa się choć wiem, że nigdzie nie będzie mi lepiej niż tu.
Dopisane.
Podejście numer dwa. Mimo wszystko.
Maliny i danio bananowe to bez wątpienia najlepsze i idealne połączenie (tak samo jak borówki z jogurtem waniliowym!). Ale też idealny początek pracowitego dnia - to tak na dzień dobry :)
Wczorajszy dzień wolny dał mi się we znaki. Wynudziłam się jak nigdy. I poniekąd na własne życzenie. Miałam jechać na wizytę kontrolną do lekarza, ale wyszło jak zawsze, czyli wizyta przełożona na przyszły tydzień. I z zaplanowanych rzeczy udało mi się zapisać na kolejny (niestety!) egzamin na prawo jazdy. Także po powrocie z nad morza (no tak, jedziemy nad morze, choć miejsce jest wciąż bliżej nieokreślone) trzecie i mam nadzieję, że moje ostatnie podejście.
Wczoraj też pewne babsko znów próbowało wyprowadzić mnie z równowagi. Mowa o Naszej fałszywej pannie K., która jak zawsze robi z igły widły i wymśla sobie i Nam nowe problemy. Niestety nie udało się babsztylowi wyprowadzić mnie z równowagi, ha! Choć szczerze mówiąc, momentami brak mi już na nią sił! Szczerze!
Czy ja już mówiłam, że jestem w pracy? No tak. Rano, kiedy jeszcze wszyscy dopiero zaczynali się zjerzdżać do biura, nikt by mi głowy nie urwał za potajemne siedzenie tutaj. Tak myślę. Teraz, teoretycznie (czysto teoretycznie) nie powinno mnie tu być. Bo przecież wszystkie te brudne pudła czekają na mnie, wręcz krzyczą do mnie rozpaczliwie. A ja, jak na złość, mam dziś białe spodnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz