poniedziałek, 25 lipca 2011

Więc chodź, pomaluj mój świat na żółto...

Weekend, choć deszczowy, nawet całkiem Nam się udał.
Dwie godziny jazd po mieście w deszczu, nawet całkiem nieźle mi wyszły. I oczywiście nie obyło się bez opr'a od mojej instruktorki, że znów do niej przychodzę, bo przecież jeździć umiem! 
Po powrocie z jazd naszło mnie na... malowanie. Tak tak, już od samego początku nie przypadł mi do gustu biały kolor ścian w Naszym pokoju, i nie raz rozmawialiśmy z M. o przemalowaniu go, ale jakoś zawsze kończyło się na rozmowach. No więc spontaniczna decyzja była tu konieczna. Wykorzystałam to, że M. miał jeszcze urlop i pojechaliśmy do sklepu po farbę i sprzęt. Wybór koloru okazał się nie lada wyzwaniem, M. chciał zielony, ale ostatecznie biorąc pod uwagę kolor dywanu i mebli stanęło na żółtym :) a właściwie kolor nazywał się złocisty szafran. Po powrocie ze sklepu uznaliśmy, że nie ma co malować wszystkich ścian, tym bardziej, że było już ciemnawo, więc pomalowaliśmy dwie i kolejne dwie zostawiliśmy sobie na niedzielę.
W sobotę pojechaliśmy z M. do domku, odwiedzić rodziców, bo przecież nie widzieli Nas calutki tydzień! No i się załapaliśmy na koncert Feel'a, a właściwie na jego drugą część i na pokaz pirotechniczny, który był całkiem imponujący. Więc byliśmy w domku koło północy. A niedzielę spędziliśmy na kończeniu malowania. Efekt imponujący! Na ścianach mamy taki kolorek:   Od razu inaczej. Wchodzi się do pokoju i 'czuć' radość i szczęście :) jest tak przyjemnie! A całość na ostatni guzik zapinają moje zasłonki, też żółte! Co prawda do pomalowania zostały Nam jeszcze drzwi i kaloryfery, ale zostawiliśmy to sobie na przyszły weekend. No i nic dziwnego, że nie mogłam wytrzymać w poprzednim kolorze, biel może jest i ładna, ale w tym przypadku całość wyglądała odpychająco. Także zmiana jak najbardziej na plus! :)

No i jeszcze wypadałoby się pochwalić... :) Jak to mówią 'do trzech razy sztuka' i jak widać w moim przypadku się sprawdziło w 100 %, bo... zostałam dziś legalnym kierowcą! :D Tak tak, zdałam w końcu egzamin i czekam teraz na wydanie kawałku plastiku uprawniającego mnie do jazdy autem. Radość ma przeogromna! 
No i jadę dziś do domku, do rodziców :) korzystając z tego, że jeszcze nie byłam dziś w pracy postanowiłam przedłużyć sobie wolne o jeden dzień i wybieram się jutro na kontrolne badania do przychodni. Jestem ciekawa jak tam się ma poziom mojej insuliny... No i korzystając z tego, że będę w mieście, w końcu wybiorę się do cioci i Jaśka, który ostatnio w kółko powtarza 'nie nie' swoim słodkim głosem, niezależnie od tego o co się go zapyta, odpowiedź jest jedna: 'nie nie' :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz