wtorek, 16 sierpnia 2011

(Po)imprezowo, czyli jak minął mi długi weekend.

Zgodnie z ustaleniami po pracy, w piątkowe popołudnie wybyłam pochodzić po sklepach. Tak więc szukałam czegoś do mojej sukienki. Najpierw myślałam o jakimś sweterku, potem wpadłam na pomysł kupna butów, a na końcu torebki. Więc sweterek dostałam bez problemu. Co prawda najpierw byłam w h&m, ale że nic szczególnego nie wpadło mi w oko, weszłam do reserved i tam kupiłam sobie śliczny szary sweterek z rękawem trochę za łokieć, z lekkimi bufkami na ramionach, tak że wyglądał elegancko ale w moim stylu, długość do pasa. Potem na bazarku kupiłam sobie szarą, małą torebkę i najwięcej nachodziłam się za butami. Wszystkie albo mi klapały, albo nie było na mnie rozmiaru. Więc po przymierzeniu kilku par tradycyjnych szpilek, stwierdziłam, że nie obejdzie się bez butów zapinanych na kostce, bo inaczej wątpię żebym znalazla cokolwiek z moją chudą piętą. Ale udało się. Weszłam do ccc i kupiłam sobie szare szpilki, z wyciętymi palcami, z tyłu zapinane na zamek i z szeroką opaską wokół nogi, także buty już mi nie klapały. No i byłam gotowa. W sobotę, cała uroczystość rozpoczęła się mszą w kościele. Było pięknie. Aż się wzruszyłam, jak dziadkowie wychodzili z kościoła, zagrali im marsza weselnego. Przepięknie. Po kościele pojechaliśmy na uroczystość do pobliskiego dworku. Obiad, kawa, no i część artystyczna. Czyli moja prezentacja i cała reszta. Wyszło świetnie! Całość zajęła nam więcej czasu niż na to przeznaczyliśmy początkowo, ale daliśmy radę. I zauroczyłam się piosenką: http://www.youtube.com/watch?v=ue7-VjuMZZk i żałuję tylko, że nie mam jej w wersji mojego wujka, bo ta jest owiele bardziej powalająca od oryginału. A po części artystycznej przenieśliśmy się do ogrodu na pieczonego prosiaczka i piwo. Było naprawdę fajnie, rodzinnie. I najważniejsze, że dziadkom się podobało. 
To tak w skrócie. Do następnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz