Znów robię sobie tutaj zaległości. Wiem i przepraszam. Ostatnio pochłania mnie praca i robienie prezentacji dla dziadków. Dzisiaj ostatni etap, czyli dodanie ostatnich zdjęć, słów piosenek i 'dopieszczenie całości'. Napracowałam się, nie ma co i mam nadzieję, że efekt będzie conajmniej właściwy. A impreza już jutro. Został mi jeszcze do dokończenia prezent dla dziadków ode mnie i mojego brata. Kupiliśmy dziadkom album na zdjęcia, duży kwadratowy, na spirali, na wklejki. Muszę zaprojektować okładkę, czyli jakoś ładnie podpisać i wkleić zdjęcie dziadków, kupić wstążkę do końcowej dekoracji i czuję się w tym jak ryba w wodzie! Na pierwszą stronę wkleiłam już zaproszenie na uroczystość dziadków, przygotowałyśmy z mamą jedno więcej. A w resztę albumu wkleję zdjęcia z samej uroczystości. Oczywiście album dostaną jutro z 'dopiskiem', że w całość prezentu wchodzi również uzupełnienie albumu zdjęciami. I jeszcze ode mnie i od M. planuję kupić jakieś dobre wino, a ponoć, jak ostatnio stwierdził sam dziadek, mam do tego rękę.
No i z racji imprezy, zdałam sobie sprawę, że prócz sukienki, nie mam do niej nic. Tzn. jeśli będzie ciepło, nie ma problemu, ale znając naszą pogodę, wolę być przygotowana pod każdym względem. Więc wybieram się dziś po pracy na zakupy w poszukiwaniu jakiegoś bolerka bądź krótkiego sweterka pasującego do mojej sukienki. A może przy okazji upoluję jakieś ładne buty.
A co więcej u mnie? Chyba bez większych zmian, poza 'imprezowym' szaleństwem. Ale mam nadzieję, że po jutrzejszym dniu, cały ten kocioł zniknie i będę mogła oddać się 'chwili przyejmeności'.
Odebrałam w czwartek moje długo wyczekiwane prawo jazdy. I już nawet zdążyłam wsiąść za kierownicę. Zniechęca mnie jednak fakt, że nikt, nawet M., nie wierzy w moje 'zdolności'. Wiem, może daleko mi od 'idealnego kierowcy', ale skąd ten brak zaufania? Bo gdybym jeździć nie umiała, nie zdałabym egzaminu, prawda? Wiem na co mnie stać i wiem, że brakuje mi jeszcze wprawy i wyczucia, ale jeśli jeździć nie będę, to nigdy nie zdobędę większych umiejętności. Smutne, że nawet M. ironicznie mnie poucza, a przecież jadę dobrze.
No i wielkimi krokami zbliża się połowa sierpnia i mniejszymi, choć równie szybko, moja wrześniowa poprawka z historii literatury. Na samą myśl mam dość, bo ile można?! Ale cóż, nie dam się. W przyszłym tygodniu, pożyczę notatki od A. i zabieram się ostro do nauki.
I odliczam godziny do wyjścia z pracy i zakupowe szaleństwo można zaczynać :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz