Minęło pięć dni i uzbierało się kilka spraw, o których chciałabym Wam napisać. Więc może od początku...Cały weekend, pomimo moich obaw, był dość ciepły, także było sympatycznie. Powiedzmy, że jak na dwa dni zdążyłam nacieszyć się M. tak, jak mogłam - pomimo bolącego zęba.
W poniedziałek doczekałam się w końcu wpisów i tym samym dowiedziałam się jaką dostałam ocenę. Kamień spadł mi z serca, kiedy w indeksie zobaczyłam piękną czwórkę. W końcu mogę spokojnie zapomnieć o mojej 'zmorze'. Po południu udało mi się spotkać z moją koleżanką z gimnazjum. Miał być spacer, a w rzeczywistości jeszcze posiedziałam trochę u Niej. K. mieszka w Poznaniu ze swoją córeczką i ma niezbyt wesołą sytuację. Jest mi jej tak żal, a kompletnie nie wiem jak jej pomóc. Czułam się taka bezradna. Dobrze, że A. jest na tyle mała, że nie rozumie co się dzieje. Nie chce się tu za wiele rozpisywać. Po prostu smutne jest to, że dobrzy ludzie mają w życiu pod górkę. Trzymam za nią kciuki i mam nadzieję, że jeszcze będzie szczęśliwa.
We wtorek udało mi się ponownie spotkać z Mamą Amelki. Już powoli czuję, że zaczynam uzależniać się od tych spotkań :) szkoda tylko, że był to jedyny miły akcent tego dnia, bo potem czułam już tylko ból. Po spotkaniu z N. pojechałam na umówioną wcześniej wizytę u dentysty w związku z moim bolącym zębem. W poniedziałek, w pełni przekonana, że boli mnie prawa, dolna szóstka, pojechałam do dentysty. Jak się okazało to nie szóstka a ósemka daje się we znaki. Zrobili mi prześwietlenie i wyszło szydło z wora. Nie dość, że ząb był tylko częściowo widoczny, to korzenie były masakrycznie długie. I jakby tego było mało, ząbek zamiast rosnąć pionowo do góry, to rósł sobie w poprzek. Bajecznie. Więc umówiłam się na wyrwanie tej mojej nieszczęsnej ósemki. No i pojechałam we wtorek. Dentysta-chirurg był na tyle sympatyczny, że tylko momentami się bałam i w dodatku wyglądał na bardzo kompetentnego. Obcokrajowiec, z miłym akcentem (chyba Włoch) i bardzo przystojny - szkoda tylko, że tak bolało. Generalnie przez cały zabieg nie czułam bólu. Bardziej bałam się odgłosów, jak mi coś wkręcali, ciągnęli, głowa chodziła mi na boki. Na samym początku dostałam znieczulenie. A potem się zaczęło. Dopiero pod koniec zaczęłam odczuwać ogólny ból - bolała mnie już szczęka i wszystko miałam obolałe. Przez cały zabieg byłam pewna, że nic mi nie rozcinali i do teraz nie wiem, kiedy to zrobił, bo dowiedziałam się dopiero, gdy usłyszałam 'pani Grażynko, będziemy szyć'. I tylko to szycie było już bardziej nieprzyjemne. Oczywiście dostałam szereg wskazówek, receptę z antybiotykiem i lekiem przeciwbólowym. I tak się pozbyłam chirurgicznie mojej ósemki. W efekcie opuchnięta buzia, niesamowity ból, cztery szwy i portfel lżejszy o kilka stówek, bo niestety musiałam iść prywatnie, czego nie żałuję ani trochę! Wiem, że byłam w rękach fachowca - dawał mi to odczuć przez całą godzinę, bo tyle to wszystko trwało. Przypadek skomplikowany, a pomyśleć, że wszystkie moje ósemki tak wyglądają. W najbliższym czasie czeka mnie pozbycie się szóstki, ale mam nadzieje, że to już pójdzie lepiej.
Póki co, jem deserki i obiadki dla dzieci, bo jedynie taka konsystencja jest do przyjęcia. Ból raz mniejszy raz większy, ale generalnie jakoś wytrzymuję, choć łatwo nie jest. No i cały prawy bok mnie boli, łącznie z przełykaniem czegokolwiek. No i za tydzień do zdjęcia szwów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz