piątek, 9 września 2011

W kalendarzu skrupulatnie...

W kalendarzu skrupulatnie skreślam dni, jeszcze tylko trzy tygodnie. Już nie mogę się doczekać tych Naszych nowych czterech ścian. To będą długie trzy tygodnie.
Od kilku dni mam wrażenie, że za oknem mamy klasyczną jesień - szaro, buro i zimno.  Okropnie. I jeśli cały weekend ma być taki, to ja dziękuję bardzo.
M. ostatnio całe dnie pracuje, czekam na weekend i chwile, kiedy będę mogła z Nim pobyć. Kiedy wraca wieczorem z pracy, jest zmęczony, praktycznie od razu idzie spać. Mam nadzieję, że uda Nam się nacieszyć sobą przez te dwa dni.
We wtorek spędziłam pół dnia u Gabi i B., poszłyśmy na spacer po rezerwacie. Mała jest taka pocieszna, niedługo skończy rok, ani się obejrzeć jak będzie sama chodzić, a już wszędzie jej pełno a co dopiero jak zmieni sposób przemieszczania się z raczkowania na chodzenie, a raczej bieganie.
W środę w końcu udało mi się spotkać z Mamą Amelki, i to było bardzo miłe, babskie popołudnie i mam nadzieję, że nie ostatnie. Czasami brakuje mi takich właśnie dni jak ten.
Na najbliższe dni planów brak. W między czasie godzinka korepetycji na mieście. Poza tym dziś zabrałam się za przegląd moich ciuchów i takim sposobem mam całą dość sporą torbę do wywiezienia do rodziców.
I tak się złożyło, że w końcu dorobię się płaskiego monitora do kompa. Cieszę się ogromnie, bo ten klocek zaczął być już uciążliwy - jest ciężki i zabiera sporo miejsca. W sam raz na nowe mieszkanie. A wracając jeszcze do mieszkania, przez chwilę mieliśmy się przeprowadzać już jutro, ale po przemyśleniu wszystkiego dwa razy doszliśmy do wniosku, że jednak lepiej Nam poczekać do końca miesiąca, szczególnie, że właścicielka od kiedy dowiedziała się, że jednak się wyprowadzamy, wydaje się być złośliwa w stosunku do Nas. A jakby nie patrzeć, to ona zmienił front i naszą wyprowadzkę ma jakby trochę na własne życzenie. I pomyśleć, że tylko trzy tygodnie i będę mogła spokojnie odetchnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz