poniedziałek, 19 września 2011

Zapach nocy.

Wieczorne pisanie jednak wychodzi mi najlepiej. Odzwyczaiłam się od niego i wiem, jak wiele straciłam. Bo najlepsze 'dzieła' powstają właśnie nocą, kiedy za oknem już ciemno i nie słyszysz już prawie nic. Wyszłam na balkon i nie wiedzieć czemu zaciągnęłam się, głęboko, tą mieszanką deszczu, chłodu i mgły. Uwielbiam ten zapach. Tak długo na niego czekałam. I nawet papieros smakuje dziś inaczej. 
Posłusznie melduję, że szwy zdjęte. Nie bolało, mimo moich obaw. I żałuje, że się naczytałam tych wszystkich bzdur w Internecie. A rana boli już mniej, choć nadal przypomina mi o sobie. W piątek miałam chwile zwątpienia, pojechałam na kontrolę, ale lekarz mnie uspokoił - boleć musi, bo to był ciężki zabieg, a wszystko goi się tak, jak powinno. Więc może być już tylko lepiej.
W piątek wybrałam się Ma. na zakupy do Ikei. I choć jeszcze brakuje mi kilku rzeczy z mojej niekończącej się listy, zakupy jak najbardziej udane. A po powrocie naszła nas ochota na zapiekanki:) oczywiście własnej roboty.
Mieliśmy przeprowadzać się dopiero za tydzień, ale przeprowadzamy się już w ten weekend. Doczekać się nie mogę. Powoli zaczynam ogarniać, porządkować i redukować to, czego tak naprawdę nie potrzebuję. Bo jakby nie patrzeć zaczynamy z M. nowy rozdział i nie chcę wnosić w niego nic, co nie będzie mi potrzebne. No i powoli zaczynamy się pakować. I odliczać dni. 
A dziś, zrobiło się u mnie muzycznie, przesłuchałam wszystkie występy z 'must be the music' i 'the voice of poland' z nowej edycji i mało mi. Czuję niedosyt. 
M. już śpi, o czym przypomina mi od czasu do czasu Jego chrapanie. I chyba pójdę w Jego ślady, choć tak naprawdę kusi mnie by znów wyjść na balkon i upić się zapachem nocy. Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz