niedziela, 4 września 2011

Przebłyski.

Ostatnie dni i te wszystkie mniej lub bardziej 'chore' sytuacje wypompowały ze mnie wszystkie pozytywne emocje, które na szczęście już powracają.
Było ciężko, nawet bardzo. Czułam się nijak, jakby cały świat walił mi się na głowę, jakby wszystko było przeciwko mnie. Na szczęście, myślę, że to wszystko już za mną, za Nami.
Egzamin z literatury angielskiej za mną. Czekam na wyniki do 12 września. Ale po raz pierwszy czułam się dobrze, po wyjściu z egzaminu, czułam, że poszło mi dobrze i mam nadzieję, że i taka będzie też ocena - adekwatna do tego, co napisałam i do mojego samopoczucia.
Więc teraz przede mną ostatni miesiąc wakacji i powoli zaczynam segregować rzeczy i szykować się do przeprowadzki. Coś nie dane Nam jest zagrzać nigdzie miejsca na dłużej, no cóż, nie wszystko jest zależne od Nas. Nie nasza wina, że trafiliśmy tak, jak trafiliśmy. Od piątku w mieszkaniu jesteśmy tylko My. Mieliśmy czas, ja miałam czas by wszystko przeanalizować. I wiecie co? Mimo, że z K. od kilku dni się 'poprawiło' (czyt. nie robi awantur) i w jakiś sposób atmosfera w domu się oczyściła, teraz jak jej nie ma, jest mimo wszystko o niebo lepiej! Dzięki jej nieobecności w końcu się przekonałam, że jednak ciężko będzie z nią mieszkać, ze względu na 'atmosferę', która mimo poprawy z jej strony nie była 'przyjazna'. I też nikt nie daje mi gwarancji, że pomiędzy pisaniem jednego a drugiego rozdziału pracy licencjackiej znów nie zrobi o coś wojny, a ostatnie czego będzie mi potrzeba to niepotrzebne nerwy i stres, a i tego będę miała dużo. Więc postanowione. Wyprowadzamy się. I udało Nam się znaleźć całkiem sympatyczne mieszkanie, a co najważniejsze, będziemy mieszkać z dziewczynami, które już znamy:) z Ma., z którą mieszkamy teraz, z P. i z A., z którą studiuję. Także miła atmosfera na pewno będzie i święty spokój przede wszystkim:) I cenowo też nie jest źle - biorąc pod uwagę, że będziemy mieli w końcu wszystko to, czego Nam tutaj brakuje. Więc odliczam dni do końca miesiąca z ogromną niecierpliwością. 
Chomik niestety nie wrócił. No cóż, cały czas utwierdzam się w przekonaniu, że na wolności jednak mimo wszystko mu lepiej. Nie chcę brać pod uwagę, żadnych innych wersji. Ta, jak najbardziej mi pasuje. Choć na samą myśl, że już go nie wezmę na ręce, jeszcze robi się smutno i łza w oku się kręci. I po przeprowadzce prawdopodobnie odwiedzę zoologiczny żeby się troszkę pocieszyć :) tym razem chcę samiczkę, długowłosą, i nazwę ją Tusia lub Nela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz