Nie, nie chcę odchodzić. Po prostu, ciągnie mnie do zmian. Wiem, zaczynałam na różnych portalach i wracałam po krótszym lub dłuższym czasie, bo jednak przyzwyczajenie zwyciężało w tej nierównej walce.
Czwartkowy wieczór, z dwóch propozycji wybrałam tą, która mimo wszystko wydała mi się dla mnie najlepsza -pozostanie w domu, słuchanie najnowszego kawałka z mojej kolekcji i czekanie na M., który jeszcze w pracy. Mimo, że nie lubię samotności, wręcz nie cierpię!, czasami lubię moje samotne wieczory, samotne sam na sam... przynajmniej mam czas żeby napisać.
Przeziębienie - póki co to ja jestem górą, mam nadzieję, że dalej się to nie rozwinie, bo wystarczy mi kichanie i smarkanie.
Po miesiącu przerwy, dostałam wczoraj okres. Jakby nie było, z podwójną siłą. Pół nocy nie spałam wiercąc się na łóżku i mam nadzieję, że dziś uda mi się wyspać. A tak na marginesie, czy ciężko jest zrozumieć, że mając okres taki jaki się ma, lepiej zostać w domu niż chodzić po mieście i wrócić z krwotokiem? Czasami mam wrażenie, że tylko ja używam opcji rozsądku.
Na uczelni powoli przyzwyczajam się, oswajam z translacją i innymi przedmiotami. Nadal moje seminarium stoi pod znakiem zapytania, bo niestety nie utworzyli mojego metodycznego seminarium, ale mam nadzieję, że jutro mniej więcej będę wiedzieć na czym stoję.
W mieszkaniu jest już cały komplet, A. wróciła z Anglii, więc myślę, że teraz wszyscy musimy się dotrzeć i mam nadzieję, że wszystko obejdzie się bez większych problemów.
Malućka Ty jeszcze się zastanawiaSZ? Mnie by było brak! Co do okresu mam tak smao - tylko ja muszę zakrwawiona śmigac do roboty z podwójnym zabezpiczeneiem.
OdpowiedzUsuńLengsel.
feelsoclose.blog.onet.pl