Jak już wcześniej wspominałam, w niedzielę byliśmy z M. na roczku Gabrysi. Nie była to jakaś ogromna impreza, ale rodzinna w domu dziadków. Gabryśka wyglądała bardzo uroczyście, w długaśnej sukience, która potem nieco jej przeszkadzała 'przy poruszaniu się', ale jakoś ją to zbytnio nie interesowało. Po zjedzeniu torta, oczywiście Gabryśka została zabrana przeze mnie i nadszedł czas na rozpakowanie prezentów. Mała dostała od nas takie pluszowe kręgle, które bardzo przypadły jej do gustu i zostały automatycznie skonsumowane:) Potem nadszedł czas zabawy. W porównaniu z Jaśkiem, to Gabrysia to istne tornado:) ale jakoś moja cierpliwość do niej jest bezgraniczna. M. trochę ucierpiał, bo nie mogłam niestety się rozdwoić, i być i z małą i z Nim, ale okazał się jak zawsze bardzo wyrozumiały.
Zeszły tydzień nie był dla Nas łaskawy. Ja miałam te tłumaczenia do zrobienia i uczelniane sprawy, a M. wracał późno i praktycznie od razu szedł spać. Jak wstawał, to ja się kładłam i tak się mijaliśmy. Niby razem a jednak osobno. I niestety dał Nam się we znaki ten okropny tydzień, i mimo to, że weekend jak zawsze, za krótki, trochę się sobą nacieszyliśmy.
A dziś wybieram się do lekarza. I jestem ciekawa, czy wypisze mi moje tabletki. W najgorszym wypadku będę musiała jednak pojechać do siebie do lekarza, ale mam nadzieję, że to nie będzie konieczne.
Bedzie dobrze:)
OdpowiedzUsuńLengsel.
feelsoclose.blog.onet.pl